Dzień pierwszy-wtorek 19.05.2026
O 7:45 przed szkołą spotkali się spragnieni podróżniczych wrażeń uczniowie klas 5a, 7d, 6a, 6b i 6d. Na twarzach uśmiechy, w oczach błysk i chęć przygody. Wielkie walizki i bagaż podręczny pełen przegryzek wszelakich. W autokarze powitał nas Pan Marcin pilot i współwłaściciel biura podróży „Mazuriatravel” oraz sympatyczni kierowcy Pan Stefanek i Pan Grześ. Rodzice ukradkiem ocierali łzy wzruszenia i cieszyli się niezmiernie z naszego wyjazdu😉,życząc nam bezpiecznej podróży i mega wrażeń. Kiwali, machali, przesyłając nam „papatki”, a my z radością opuściliśmy Ełk. Mega ekipa uczniów i zacna kadra czyli Pani Mariola i Pan Robert ruszyła na podbój Polski. A hoj przygodo! W autokarze nie było czasu na nudę. Śpiewaliśmy pieśni popularne, nóżki same dygały, absolutnie wesoły autobus. Pilot i kierowcy zachwyceni naszymi słowiczymi głosami i bogatym repertuarem. Nie było czasu na spanie, wszak rozmowy z towarzyszami podróży są bezcenne. Czas minął nam niezwykle szybko, głośno i smacznie.
O 16.45 zameldowaliśmy się pod Kopalnią Soli w Wieliczce. Oczekując na przewodników zrobiliśmy małe zakupy, wszak pamiątki trzeba zakupić. Ile straganików na nas czekało. Tradycyjnie kupowaliśmy magnesy, kubki, przypinki, ale też bransoletki z kamieni półszlachetnych mających magiczną moc. Muszę zaznaczyć, że z Mariolą tak wybrzydzałyśmy, wybrzydzałyśmy, że w sumie nie zakupiłyśmy pięknych materiałowych torebek. No coż…
Wreszcie zwiedzanie! Nasi przewodnicy po kopalni kiedyś pracowali pod ziemią dobywając sól, zatem obsługa prima sort, najwyższa półka .
A kopalnia, no cóż… to nasz polski unikatowy klejnot. Kopalnia Soli Wieliczka to wielka atrakcja turystyczna Małopolski i jeden z naszych największych skarbów narodowych. Odwiedzana jest przez setki tysięcy turystów z całego świata. Jako dowód popatrzcie na nasze zdjęcie z Hiszpanami 😊. Kopalnia ta jest jedną z najstarszych kopalni soli kamiennej na świecie i wpisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Musicie koniecznie odwiedzić Wieliczkę i zobaczyć znajdującą się tu kopalnię soli na własne oczy. Oprócz zwiedzania wykutych w soli kamiennej korytarzy i komór czeka tu na was mnóstwo innych, zachwycających atrakcji.
Nasz przewodnik- młodzian 70 + narzucił mega tempo. Zbiegaliśmy pod ziemię drewnianymi schodami. Jakie to było fajne. Doprawdy nie pamiętam kiedy biegałam po schodach. W głąb kopalni schodzi się tu po drewnianej klatce schodowej, pokonując podczas zejścia ponad 50 poziomów. Po zejściu na poziom 51 znaleźliśmy się na głębokości ok. 64 metrów pod powierzchnią i przewodnik wprowadził nas na podziemny szlak turystyczny. Szlak turystyczny, który ma ponad 3 kilometry i prowadzi przez ponad 20 komór solnych. Było pięknie i słono… Obowiązkowo lizaliśmy ściany. Jednak największe wrażenie zrobiła na nas Kaplica św. Kingi ma ok. 54 metry długości, ok. 18 metrów szerokości i ok. 12 metrów wysokości i jest to największy podziemny kościół na świecie. Kaplica ta znajduje się na głębokości 101 metrów pod powierzchnią ziemi. W kaplicy umieszczone są relikwie związane ze świętą Kingą. Regularnie odbywają się tu również uroczystości religijne oraz organizowane są tu liczne koncerty muzyki klasycznej. Posadzka kaplicy wyrzeźbiona jest w jednolitej bryle soli a wiszące nad głowami żyrandole wykonane są w całości z solnych kryształów. Zaznaczam ,że część panien i kawalerów zarezerwowała sobie termin ślubu, koszt bagatela 8 tysięcy złotych. Wrażenia z kopalni -bezcenne!
Zmęczeni wsiadamy do autokaru i jedziemy do Zakopanego, do naszej bazy noclegowej na dwa dni. Zakopiańska willa przeurocza, gaździna sympatyczna i gościnna. Zjadamy przepyszną gorącą kolację i udajemy się do naszych pokoi. Szybko rozpakowujemy walizki, odświeżamy się deczko i zaczynamy odwiedziny w pokojach przyjaciół. Musimy naocznie zobaczyć jaki jest standard wszystkich pokoi i sprawdzić ile ludzi wchodzi do każdego z pokoi 😊. Kadra nauczycielska na początku przemieszczała się entuzjastycznie z wszystkimi, a później strudzona zaległa na kanapie w holu wnikliwie monitorując przemieszczających się niczym zjawy uczniów 😉. Około 2.30 bezwzględnie skonfiskowaliśmy telefony i poleciliśmy udanie się na zasłużony odpoczynek. Wszak następnego dnia czekały nas Tatry.
Dzień drugi -środa 20.05.2026
7.00 bezwzględna pobudka 😊Ciężki czas dla niektórych. Mycie się, obfite śniadanie i czas na górską wędrówkę. Zaczynamy od spokojnego spacerku po Krzeptówkach, jednej z najbardziej znanych dzielnic Zakopanego. Leniwie zwiedzamy, niespiesznie, zupełnie nie zdając sobie sprawy co nas czeka.
Około godziny 10.00 wysiadamy na parkingu i ruszamy w drogę. Przed nami rozpościera się przepiękny widok. Dolina Kościeliska jest położona w Tatrach Zachodnich, ma długość 9 km, dzięki czemu jest drugą co do wielkości doliną po polskiej stronie Tatr, zaraz po sąsiedniej Dolinie Chochołowskiej. Warto tu się wybrać, szczególnie, że przez wieki działo się w tej dolinie, oj działo. Był tutaj ośrodek hutniczy, wypasano owce, a dnem pędził trakt kupiecki. A jak byli kupcy, to i zbóje hultaje też się pojawili. Po dziś dzień mają tutaj swoje miejsca pamięci Po drodze odnaleźliśmy Zbójnickie Okna, Turnie,, czy też Zbójnicki Stół. Powiada się od lat, że ci niegodziwcy pochowali w dolinie skarby, my ich niestety nie odnaleźliśmy.
Niby ma 9 km, długości, a my zrobiliśmy 12,7 km 😊 Niektórzy nie dotrwali do końca przeprawy, zmęczenie lub brak kondycji wygrało. Za to powrót był energetyczny i szybki. Dlaczego? Bo czekały na nas Krupówki, czytaj czas wolny. Pomykaliśmy niczym rącze jelenie, tudzież inne górskie kozice do autokaru. Niedźwiedzi nie spotkaliśmy, za to dwie żmijki ujrzeliśmy ( zaznaczam, że nie byłam to ja ani Mariola 😊), patrz zdjęcie.
Krupówki- najsłynniejszy deptak w Polsce, reprezentacyjna ulica w Zakopanem. Raj dla zakupoholików. Czas wolny na zakupy. Komentarz- „oj działo się działo, wsie dutki wydane”. Zakupy udane 😊
Wracamy zmęczeni, przeszczęśliwi, spłukani i bardzo zadowoleni. Jest moc, „Miłość w Zakopanem’, czy jakoś tak ???
Zjadamy obiadokolację. Obmywamy się z trudu dnia i przywdziewamy dyskotekowe szaty. Idziemy na tańce. Niestety nie góralskie 😊 Szło nam całkiem pomyślnie. Zdecydowanie chłopcy okazali się lepszymi tancerzami. Dziewczęta nieco lękały się ujawnić swoje taneczne talenty. Po dyskotece obowiązkowe SPA i tradycyjne maseczki. Kadra nauczycielska zadziwiła wszystkich dumnie prezentując na twarzach świat motyli i jednorożca. Odwiedzaliśmy każdy z pokoi, dumnie prezentując swoje lica, które wzbudzały zadziwienie, śmiechy i …przerażenie. Mistrzynią była Pani Mariola 😊. Potem znowu nocne życie… Ach ta młodość… Doprawdy nie wiem do której trwał ten proceder 😉
Dzień trzeci - czwartek 21.05.2026
O świcie zjadamy przepyszne śniadanie, kupujemy przepysznie świeże oscypki i żegnamy się z naszą gaździną i jej gościnną chatą. Jedziemy do Krakowa.
O 11.00 rozpoczynamy zwiedzanie grodu Kraka. Wita nas przelotny deszcz, który szybko mija. Pod pomnikiem smoka wawelskiego (jaki chudy ten smok ) spadają na nas ostatnie krople deszczu i Kraków wita nas słoneczkiem. Bardzo tęsknimy do szkoły, dlatego pierwsze kroki kierujemy na Uniwersytet Jagielloński. Z zapartym tchem słuchamy o doli i niedoli studenta i niektórzy z nas są już pewni tego, że tu właśnie będą studiować. Następnie udajemy się pod „okno papieskie”. Czujemy atmosferę tego wyjątkowego miejsca. Docieramy do serca Krakowa, przed nami Rynek Główny z Sukiennicami. Podziwiamy Kościół Mariacki słuchając trębacza grającego hejnał na cztery strony świata. Robimy zakupy w Sukiennicach( ale tu drogo). Następnie podziwiamy Bramę Floriańską, baszty i Barbakan. Chłoniemy magię Krakowa. Udajemy się do Katedry Wawelskiej, gdzie czeka nasza przewodniczka Jasmina. Katedra Wawelska, a właściwie Bazylika archikatedralna św. Stanisława i św. Wacława w Krakowie jest nie tylko miejscem obrzędów sakralnych, ale przede wszystkim kopalnią historii, tajemnic i nekropolią najwybitniejszych Polaków. Jej mury pamiętają królewskie koronacje, pogrzeby i wesela. Dziś stanowi nieodzowny pomnik historii. Opowiada jednak nie tylko dzieje podniosłe i znane z książek czy podręczników, ale również osobiste koleje losu różnych ludzi. Wszystko to dzięki zgromadzonych w katedrze pamiątkach.
Wchodzimy na dzwonnicę, by dotknąć serca dzwonu króla Zygmunta. Wyjątkowe miejsce. Dzwon Zygmunt nie jest już największy w Polsce - w 1999 roku prześcignął go dzwon w Licheniu. Dzwon dzwoni ok. 30 razy w roku - w święta religijne i państwowe oraz ważne dla Krakowa i Polski momenty. Dzwon uruchamiają członkowie Bractwa Dzwonników Wawelskich (jednocześnie ok 8-12 osób), zawód jest przekazywany z ojca na syna. Podobno dotknięcie serca dzwonu spełnia życzenie (pomyślcie je w tajemnicy!).Zwracamy uwagę, że drewniana konstrukcja na której wisi dzwon stoi osobno od murów wieży - chodzi o to, aby w czasie dzwonienia dzwonu drgania nie powodowały pękania ścian. Legendy o dzwonie Zygmunt mówią o tym, że została w nim stopiona srebrna zbroja króla Zygmunta, buławy hetmanów oraz pierścień matki ludwisarza. Podobno to jego dźwięk budzi rycerzy śpiących pod Giewontem oraz pochowanych na Wawelu królów Polski.
Nasza wędrówka dobiega końca. Wsiadamy do autokaru i zmierzamy w kierunku Ełku. Życie autokarowe kwitnie. Dojeżdżamy do Warszawy i tu klops…gigantyczny korek. Stoimy 2,5 godziny. Co robimy, by nie zwariować? Dyskoteka ! Tylko dobra zabawa może nas uratować z opresji. Głośniki na ful i śpiewamy! JEST MOC😊
Przybywamy do domu po 2.00 w nocy. Zmęczeni, ale mega szczęśliwi.
Dziękuję Wszystkim za dobry czas i piękne chwile!
Już planuję następną wycieczkę 😊
Kto chętny?
Pozdrawiam!
Ela Naruszewicz